Promocja! Zamawiając trzy książki w dowolnej kombinacji otrzymasz za darmo film o Śląsku, DVD 60 minut!




Na Śląsku przychodzi do dzieci prawdziwy św. Mikołaj. Przychodzi każdego roku 6 grudnia, w biskupim stroju. Pochodzi z Nieba - jak to święty - a te wszystkie inne pierony z Alp, Alaski czy Laponii to dziwolągi, podróby i innowierczy odmieńcy.

Fragmenty książki "Żywot Ślązoka poczciwego":

Mikołaju święty...

Czekej no pieronie jeden, przidzie świynty Mikołoj, to ci wyszczylo kobyrym po tych galotach, że ci żić spuchnie... - straszyło się za złe zachowanie dzieci na Śląsku. Czy ten aspekt liturgicznego wspomnienia św. Mikołaja, przypadającego na 6 grudnia, różni nas od pozostałych ziem chrześcijańskich? Święty przynosi do śląskiego domu prezenty o dowolnej godzinie, ale tylko dnia 6 grudnia, lecz osobiście pojawia się u niektórych wyłącznie wieczorami. Jest ubrany w długi płaszcz, ornat lub kapę oraz w biskupią czapkę, czyli mitrę. I nie dziwi to nikogo, gdyż był przecież kiedyś, w IV wieku, biskupem miasta Miry.
Poczciwy brodaty starzec przychodzi najczęściej w asyście pomocników: diabła i anioła. Zadaniem pomocnika - diabła jest przypomnienie św. Mikołajowi o złych uczynkach dzieci, co często staje się przyczyną sprawiedliwego gniewu Świętego i wymierzenia stosownej kary. Diabeł wtedy trzepie kilka razy pasem i tak już sparaliżowanego ze strachu malca, na którego twarzy maluje się wyraźnie mocne postanowienie poprawy. Później do akcji wkracza pomocnik - anioł, który tłumaczy św. Mikołajowi, że karany właśnie chrześcijanin ma jednak na swoim koncie kilka dobrych uczynków. I to powoduje, że święty odwiązuje wielki wór i wyciąga prezenty. Są to przeważnie słodycze, owoce, ubrania np. usztrykowane rękawiczki czy czopki, ale przede wszystkim zabawki. Typowe kiedyś na Śląsku, a może jeszcze dzisiaj, było wręczanie "prezentów" za złe uczynki. Te prezenty - ostrzeżenia to wągiel i oszkrabiny z kartofli, które dostaje się przeważnie w starej papierowej torebce, czyli tytce po mące lub cukrze. Bywa, że dostaje się i prezenty, i tytka z wąglym. Następnego dnia dzieci są jakby grzeczniejsze a rodzice z pedagogicznym wyczuciem mówią: Widzisz jaki dobry jest św. Mikołaj, bo za te twoje zachowanie, od nas nie dostałbyś prezentu. Ale pamiętaj sobie, na drugi rok święty może stracić cierpliwość!
Kiedy zabawki od brodatego Świętego zaczynają powoli nudzić, z coraz większą przyjemnością myśli się o świętach Bożego Narodzenia i o następnych prezentach - od Dzieciątka. Na nie jednak również trzeba sobie zasłużyć.

Libsta z kawalerym na zolytach

W tradycji śląskiej prawdziwym świętem zakochanych są zolyty, czyli narzeczeństwo. Na zaloty kawalyr do libsty chodził w środy oraz w soboty. Okres ten trwał od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Nie do pomyślenia były nagłe wesela, choć panny z dzieckiem, czyli zowitki też się czasem zdarzały. Kiedy już rodzina libsty dobrze poznała kawalyra, dochodziło do zrynkowin lub zorynczyn. Były one tylko punktem przełomowym w czasie zolytów. Po nich już wypadało, by przyszła młoda para prowadziła wspólne życie towarzyskie. Chodzili razem do kościoła, na odpusty, na urodziny, na zabawy..... Do kalendarza zolyt dochodził też dodatkowy dzień. Po środzie i sobocie kawalyr był zapraszany w niedziele na obiady lub na popołednie. W dobrym tonie było przynieść libście jakiś kwiotek, zaś przyszłemu teściowi kwaterka gorzołki (0,25 litra). Kiedy w domu były jakieś dzieci, to czekały już w laubie przed domem na tytka bombonów. Podczas tych spotkań siedziało się w izbie wraz z wszystkimi domownikami. Dawniej bowiem dzieci, małe czy starsze, nie miały osobnych pokoi. Zolyty w tych okolicznościach były więc dosyć kłopotliwe. Ale za to latem narzeczeni robili małe spacerki w pole, do lasu, nad stawy.... Wtedy dopiero mogli się poczuć swobodniej! Tam przeważnie pozwalali sobie na pierwsze skromne pocałunki i ... nic więcej. Zolyty kosztowały i to nie tylko sporo nerwów, ale również zwykłych pieniędzy. Oprócz podarunków i zbierania środków na przyszłe wesele młodzi musieli się przecież stroić. Kawalyrowi wystarczyło jedno porządne ubranie - ancug, ale libście wypadało mieć kilka kreacji.
Dzisiaj libsty z kawalerami mają się trochę inaczej, bo i czasy się zmieniły, ale ciągle jeszcze kiedy młody człowiek ładnie się ubierze można usłyszeć: Co sie tak stroisz, na zolyty?

1. Zolyty, rok 1916.
2. Niy yno Ślązoki łażom na zolyty!
3. Zolyty, rok 1930.
4. Zolyty, rok 1944.
5. Dzisioj na zolytach je blank inaczyj!